I need some brain damage

23 czerwiec, 2009

Nie wiem, jak mam wyjaśnić zawieszenie bloga na moim nietrzeźwym wpisie. Głupio wyszło.

W nowym wspaniałym mieszkaniu w samym sercu dzielnicy zepsucia i rozboju obudziło się we mnie zwierzę wodne i długie godziny spędzam we wspominanej wcześniej wannie. Nie wiem, może pod prysznicem lepiej się śpiewało, za to w wannie lepiej się leży.No to leżę i przegapiam koncerty, taka faza.

Z cyklu armatura/RTV/AGD mam po raz pierwszy od wielu lat telewizor, a od wczoraj nawet kablówkę. Nielegalnie, żeby pozostać jednak tru-punk (co każe wspomnieć o nadchodzącej imprezie w warszawskiej Elbie – rowerowa droga krzyżowa! iiiidę). No i wiadomo, wpis jak zwykle okolicznościowy będzie:

Television – Marquee Moon

Ja chyba lubię starocie, zwłaszcza z tych złotych czasów nowojorskiego CBGB (podobno zagrali tam jako pierwsi?). Hicior powyżej jest the ultimate hiciorem Television i w pełnej, solidnej wersji brzmi tak i tak.Stare dziadki z nich tutaj, ale brzmią tak, że się telewizora nie chce uruchamiać, chyba że mi ktoś powie, jak podłączyć do niego laptopa.

_________________________________

Last.fm |   MySpace

tv

13 Responses to “I need some brain damage”

  1. Przemysław Says:

    Następnym razem zawieś blog na jakimś umoralniającym wpisie o płaceniu abonamentu na rok z góry.

    Television rządzi, tzn. zespół. Cała płyta “Księżyc w Markach” świetna – mamy ją w takiej tekturce, co z niej trudno CD wyjąć, to jej jedyna wada.
    A w telewizji byłbym teraz w stanie oglądać tylko “Rezydencję surykatek”.

  2. jakuzz Says:

    może raczej rentgen moich organów wewnętrznych na pierwszej stronie.
    ja nie wiem, telewizja może i ma swoje momenty. chociaż surykatki to raczej nie dla mnie. ale kuchnia.tv wygrywa. chyba się nauczę gotować.


  3. w kuchnię.tv można się wkręcić bez pamięci wręcz, zwłaszcza jak się jest z tych, dla których synonimem ciepłego posiłku jest telepizza (mła na przykład). Pasjami oglądałem cykliczny program o kuchni brytyjskiej, gdzei czego by nie gotowano, to efektem finalnym była rzygopodobna, szarobrązowa breja. Przez pierwsze 3 odcinki nie łapałem się na czołowkę i z zoną śmy wymyślili, ze to program Placki z Błota.

  4. jakuzz Says:

    no ja na kanapkach, ale kuchnia.tv mnie wciąga, wszystko takie ładneeee. za to brytyjska kuchnia wiadomo, kupa. widziałam zajawkę czegoś z dwiema grubymi staruszkami w roli prezenterek. absurd pięćset.

  5. jah Says:

    zwierze wodnę? Tytuł blogi zobowiązuje! :)

  6. jakuzz Says:

    dziki zwierz nareszcie udomowiony!

  7. pajeczaki Says:

    Television super.
    cos bym jeszcze… ale musze leciec
    /elba wymiata ;D

  8. em c Says:

    “Nie wiem, jak mam wyjaśnić zawieszenie bloga na moim nietrzeźwym wpisie”

    alez to wyjasnia samo siebie. bardzo punkowo wyszlo!

  9. jakuzz Says:

    dwutygodniowe chlanie? ech, ostatni raz to już chyba ze trzy lata temu…

  10. em c Says:

    twoja watroba jest ci wdzieczna. dwa tygodnie to i tak bardzo zacny wynik.

  11. jakuzz Says:

    zastraszyłam wątrobę i siedzi cicho, ale czuję, że potajemnie szykuje zemstę…

  12. em c Says:

    watroby za bardzo bym sie nie bal, ale co jesli przekabaci na swoja strone jelita? wsciekle jelito potrafi powiesic czlowieka, widzialem w ‘braindead’.

  13. jakuzz Says:

    przeraziłam się i postanowiłam kontemplować dziś kaca w trzeźwości:)


Leave a Reply