pobudka
27 kwiecień, 2009
Zegar biologiczny zupełnie mi już sfiksował, dzięki czemu w piątek zaspałam na koncert Handsome Furs (!), a dziś wstałam o 6 rano i cieszę się słońcem oraz dźwiękami z audycji, której nie było. W temacie kolejnej legendy młodości tego lata w Polsce:
Perry Farrell & Deborah Harry – The Patience Bossa
Z takiej płyty dla dzieci. Gary’ego Oldmana można tam posłuchać między innymi.
P.S. Dostałam nagrodę, słuchajcie. Od Kuby ją dostałam, jak widać i czytać we wpisie na mój ulubiony temat. Powinnam ją najwyraźniej posłać dalej, ale że słaba jestem w te klocki, hojnie przyznaję Kreativ Bloggera wszystkim zlinkowanym po prawej.
_____________________________________
leń. linki do Jane’s Addiction macie tutaj

one-love
20 kwiecień, 2009
Już się kiedyś przyznałam, że jak mnie rzadko seriale wciągają, tak jednemu się udało. “Life” rządził moim życiem w okolicach pierwszosezonowych, potem lekko znudził, aż na koniec elegancko dojebał. Gdyby nie tragiczny brak czasu, oglądałabym finałowy odcinek na loopie, zwłaszcza że muzycznie przez cały czas dawał radę – serio, T.A.T.U. w życiu nie brzmiało (brzmiały?) tak dobrze!
Zazwyczaj jednak słychać raczej coś takiego:
Shawn Lee’s Ping Pong Orchestra – Kiss The Sky
Nnnno. Fani takiego jednego zespołu, co przyjeżdża w sierpniu promować swój boski wpływ na cofanie się efektu cieplarnianego mogą ich kojarzyć z wyjątkowo nieudanego koweru “No Surprises”. Ale może tak jak ja macie obsesję na punkcie kolejnych wersji “Toxic”? To voila.
Shawn Lee’s Ping Pong Orchestra – Toxic (Britney Spears cover)
Przy czym inne rzeczy – jak tak sobie luźno klikam po YT – kopią zdecydowanie mocniej, tyle że nie są kowerami Toxic, więc ich tu nie będzie. W dodatku zakładam się sama ze sobą, że gdzieś w okolicy ktoś o panu Lee i jego orkiestrze pisał, a mnie się nie chciało/przegapiłam i teraz mi głupio, bo dopiero ta podła telewizja…
P.S. – Na pewno brakuje wam również wieści z mojego burzliwego no-life’u. Otóż znalazłam mieszkanie, czyli możecie się skupić na szukaniu mi bogatego męża.
_________________________

Recepturka na święta
12 kwiecień, 2009
Olawszy swoją mniej lub bardziej odległą rodzinę, święta (których od dziecka straszliwie nie lubię) spędzam w Warszawie i cóż się okazuje, otóż okazuje się, że to doskonały wybór, bo czas jest nagle z gumy i mogę wszystko, jak śpiewał Maciek jakiśtam. Na przykład głośno cały dzień muzyki słuchać, dorzucając jakże wielkanocny zestaw pralka+odkurzacz. A że z gumy nie tylko czas, ale i rękawice full profeska, niezbędne przy sprzątaniu pod, jakżeżby inaczej, prysznicem, to mam dla was odpowiedni zestaw.
W ramach zabawnego startu:
The Penguin Cafe Orchestra – Telephone And Rubber Band
Klip wiadomo skąd, pasuje.
Black Francis – Tight Black Rubber
Też udane wideło (możecie porównać z wersją oficjalną).
I w podobnie dziwacznej stylistyce:
Teenage Jesus And The Jerks – Burning Rubber
Teraz będę miła i żeby ułatwić załadowanie strony przed pojawieniem się choinek, kolejny klip zlinkuję tak: Aphex Twin & Chris Cunningham – Rubber Johnny (bo już wszyscy wiemy, że Aphex Twin w tym roku w Krakowie, raaajt?). Filmik dla ludzi o mocnych nerwach, co przypomina mi, że niechcący wykasowałam ważnego maila. Jeśli ktoś wie, co będzie w poniedziałek w Jadło w ramach Wiadra Krwi Z Kosmosu, gimme a cynk.
_____________________________________
majspejsy lub nie: The Penguin Cafe Orchestra | Black Francis | Teenage Jesus And The Jerks | Aphex Twin

Bling bling
6 kwiecień, 2009
Bosko jest!
Indian Jewelry – In love with loving
Bo wiosna i w ogóle.
[Sen z powiek spędza mi tylko myśl o szukaniu mieszkania, może znacie jakieś sensowne? W Warszawie, od czerwca, najchętniej zostałabym w Śródmieściu. Dwa lub trzy pokoje? Oczywiście do wynajęcia, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie udzieli mi kredytu. Już się stresuję, gdyż ponieważ w maju wyjeżdżam].
Koniec prywaty, ale nic poza tym nie mam do napisania. Indian Jewelry pewnie znacie, a jak nie, to poczytajcie biografię i klikajcie w linki nad zdjęciem.
________________________________
oficjalna strona | MySpace | Last.fm

Dżizus insajd
1 kwiecień, 2009
Moi zleceniodawcy się chyba pomylili, bo dali mi całkiem niegłupi film do tłumaczenia. Jak nic skutek wiosny.
Soundtrack kryje klasyczny kawałek, który jakiś szalony jutjubowicz postanowił zilustrować pocztówkami z Jezusem.
Z licznych kowerów wybieram ten:
Bauhaus – Spirit in the sky
Łaaa, gospel pod prysznicem. Tylko z tej okazji znów dwa wpisy pod rząd, nie mogłam się powstrzymać (prima aprilis nie ma tu nic do rzeczy, nienawidzę).
EDIT: huhu, patrzcie, na co trafiłam. Przepraszam wszystkich, którzy mają Dżizusa insajd, nie chciałam się nabijać. Mama wysłała mnie do szkoły katolickiej i to mnie skrzywiło.
__________________________________
oficjalna strona | MySpace | Last.fm

