worst season finale
31 marzec, 2009
Cisza nocna
24 marzec, 2009
Zastanawiam się, jak to dyskretnie zaśpiewać pod prysznicem, skoro druga w nocy, a ściany tu jakieś cienkie.
Theoretical Girls – Computer Dating
Aha, i to nie jest akcja pamiętnikarska, czyli nie zwierzam się wam właśnie z żadnych internetowych randek. Tej strony sieci raczej nigdy. Tak mi jakoś wyskoczyło, bo w sumie to chciałam czegoś o Barcelonie posłuchać, ale nie wyszło. (Sugestie?)
Można jeszcze to:
Theoretical Girls – You Got Me
Do sprawdzenia również Glenn Branca solo, c’nie, a dla chętnych Ryanair i majowe loty do Hiszpanii.
EDIT: albo jednak Wizz Air. Niech już będzie maj.
__________________________

western z Kanady
17 marzec, 2009
Z cyklu: pomysł na życie
Elliott Brood – Oh Alberta
Pewnie i to by mi się znudziło.
_______________________
oficjalna strona | MySpace | Last.fm

Bezruch
13 marzec, 2009
Boli mnie wszystko, drogi pamiętniczku. A praktycznie się nie ruszam, wręcz przespałam cała dobę.
Już bym nawet chciała mieć:
Alela Diane – Tired Feet
Albo poczuć się tak.
EDIT: im jestem zdrowsza, tym bardziej rozumiem, że Paramount Styles nudzą, a lasia na obrazku niżej to cała ja w wieku lat 5! image się zgadza oraz że chora w łóżeczku. tak spędziłam połowę dzieciństwa minus amator kwaśnych jabłek u boku.
________________________
Alela Diane: oficjalna strona | MySpace | Last.fm
Paramount Styles: MySpace | Last.fm

Rzut mięsem
9 marzec, 2009
Chora jestem i spać nie mogę, przeglądam więc jakieś stare płyty z kradzioną muzyką, a tu bam:
Sage Francis (i inni) – Sea Lion
Jak się przeklikacie na YT, to nawet słowa będą, a warto, bo to jest właśnie tytułowe mięso. Takie to bym nawet mogła jeść, codziennie, bez surówek i kompotów (tu w panierce). Żadnego lepszego zdania niż w Sea Lion nie stworzę, a poza tym pisać nie umiem, więc zostawiam was z moją ulubioną recenzją – “kurwa, zajebiste” – i wracam chorować. I częściej zaglądać do dawnych muzycznych fascynacji.
P.S. 1 – Już raczej nigdy nie stworzę dwóch wpisów dzień po dniu, ponieważ nie zamierzam więcej chorować.
P.S. 2 – Ten klip nie ma 6:41, to jakaś dziwna decyzja artystyczna jutjubowego wrzucacza.
_____________________________________________
Strange Famous Records | MySpace | Last.fm

Dzień kokiet
8 marzec, 2009
Nie przepadam, zwłaszcza odkąd porzuciłam męski look i więcej osób się domyśla, że to niby i moje święto. Powróciłam sobie za to dzisiaj do duetu pań, które zasłużyły na całe naręcza goździków, a nylony to zwłaszcza jedna z nich lubi. Drzeć. Klipy są tylko koncertowe, więc muzyki posłuchajcie z czego tam lubicie, a teraz oglądamy szoł:
Autonervous – Gold (live)
Autonervous to Jessie Evans (kabaretki, saksofon, strój cokolwiek śmiały) i Bettina Köster (twarz typu pre-op, wdzianko typu babcia, nie wiem, dlaczego tak jakoś niezachęcająco), odpowiednio Amerykanka i Niemka. Ostre laski. Jedna z nich zresztą podobno wystąpiła u nas w ubiegłym roku z okazji Dnia Kobiet (? – kompletnie przegapiłam wtedy tego niusa), a druga zagrała w ś.p. Aurorze i było tak.
Projekt pożył niestety życiem motyla, a panie zajęły się swoimi solowymi pomysłami. Evans miała wystąpić podczas Cracow Screen Festival, ale plan poległ w starciu z kryzysem i Selectorem oraz pewnie mamy za dużo festiwali. Jak nic.
To może coś starszego, z czasów Vanishing:
The Vanishing – Lovesick
Niegłupi wywiad jest tu (cz.I) i tu (II).
Długo by opowiadać, bo jeszcze Malaria! i takie tam, ale nogi mi ścierpły, więc koniec.
____________________________________
oficjalna strona | MySpace | Last.fm
Zróbmy sobie dobrze
4 marzec, 2009
No, no, kawał czasu od ostatniego wpisu zleciał – in the immortal words of Plecak – jak Kukuczka. Jakoś tak się głupio zajęłam desperackim zarabianiem pieniędzy, ale pod prysznicem śpiewam nadal. Może trochę ciszej ostatnio i niemrawo, bo ja raczej nie lubię pracować. Dziś dotarłam jednak do tekstu o wibratorach i odrobinę zdechłam, więc przerwa. A skoro o przyjemnościach mowa – Pleasure Forever.
Pleasure Forever – Tempest II
To z płyty “Alter”, chyba mojej ulubionej z aż dwóch, które biorę pod uwagę, bo tego zbioru ścinków i coverów sprzed dwóch czy trzech lat jeszcze nawet nie przesłuchałam. Na pierwszym za to albumie o zaskakującym tytule “Pleasure Forever” znajdziecie dziką balladę “Goodnight”, którą koniecznie, koniecznie (do posłuchania na MySpace, link niżej).
Tymczasem – czy wiecie, że już Neandertalczycy używali czegoś w rodzaju wibratorów?
Czy macie ochotę wybrać się jutro (5 marca w sensie) tu? Bo może być tak? (wideło od pajęczaki)
I czy nie trafiliście przypadkiem na jakąś fantastyczną ofertę taniego lotu do Madrytu w któryś wiosenny weekend?
______________________________________


