Peace&love
29 grudzień, 2008
Jak obiecywałam, tak się zapowiada. Może jednym w noworocznych postanowień będą częste wpisy, nie żeby ktoś płakał, ale coś by się przydało z tym nadmiarem czasu robić.
Tymczasem – jak po świetach, robaczki? Czy i Wy tyjecie na potęgę? Czy w Wigilię pieski i kociki przemówiły ludzkim głosem? Jeśli nie, macie tu pocieszkę – trochę inne zwierzątka i wbrew pozorom nie ma wśród nich króla jaszczura.
Golden Animals – The Steady Roller
To na wypadek przyjemnie narkotyzowanej imprezy w najbliższą środę. Najlepiej z rodzicami, pewnie się w tych dźwiękach odnajdą – oczywiście ejdżistowsko zakładam tu, że jesteście w moim wieku plus minus osiem lat. Obejrzyjcie jeszcze to, zwłaszcza jeśli macie długie włosy – no i tyle. Do poczytania pewnie w 2009.
——————————————

Noworoczny Megafaun
16 grudzień, 2008
Helou, rodacy, macham do Was sześć godzin wcześniej niż twierdzi WordPress, macham do Was z muzycznego raju i kulinarnego piekła. Przez następny miesiąc (czyli pewnie 3 wpisy) pod prysznicem śpiewać będę kawałki tylko i wyłącznie amerykańskie, chociaż nie ręczę za korzenie wykonawców.
Od wczoraj rozmyślam o różnych opcjach na ostatni dzień roku i zgadnijcie co. Jak nic trzeba iść na któryś z licznych koncertów, nie? Ten mnie na przykład mocno interesuje, ale podejmowanie decyzji nie jest moją mocną stroną. Przy okazji posłuchałam sobie jednego z wymienionych zespołów i jest całkiem do rzeczy, posłuchajcie, co mówią i jak śpiewają.
Megafaun – coś tam, coś tam
—————————————————-

Nowojorski spleen
7 grudzień, 2008
[EDIT: filmik się wziął i zniknął, nie można tak rozrabiać Kermitem. Ale znalazłam gdzie indziej, klikajcie tu niżej]
Zapowiedź nadchodzących wydarzeń.
Kermit – New York, I Love You, But You’re Bringing Me Down (LCD Soundsystem)
Wyjątkowo lubię ten kawałek, Kermita też, chociaż miał już lepsze momenty (śpiewał). Nowy Jork też lubię. I kawę. I jogurt. I jesień. I większość kolorów. To są rzeczy, które każdy sobie może lubić lub nie i żadna cholerna recenzja tego nie zmieni. (Tak, to jest właśnie moment, w którym postanowiłam dać wyraz swojej silnej niechęci do recenzji muzycznych. Zwłaszcza muzycznych. I punktów czy innej skali ocen).
Jak widać, nie chce mi się pisać. Posłuchajcie sobie Kermita albo przygotujcie prezenty na święta, cokolwiek. Make love and listen to Death From Above.
___________________________________

