Znów zombirycznie
26 październik, 2008
To podła reklama jest – za kilka godzin audycja wampiryczno-halloweenowa, dolar coraz mocniej stoi, trzeba się zacząć przyznawać do fascynacji tamtą stroną (oceanu). Z tej okazji – zombiryczny taniec, bez wizji, ale za to z tekstem:
Bonde do Rolê – Dança do Zumbi
Dla fanów brazylijskich rytmów i Cansei de Ser Sexy, myślę. Tu dowiecie się, jak wymawiać nazwę zespołu.
A jutro odwiedzę Kubi show i będziemy słuchać freakfolkowych wynalazków, obczajcie na stronie głównej.
__________________________________________________________
tralala
20 październik, 2008
Na wypadek gdybyśmy wkrótce dorośli i wiedzieli, co chcemy robić:
Bowerbirds – In Our Talons
I nastąpi nieunikniona faza tralala i tańczenia na ulicach.
______________________________________
błękitna krew
15 październik, 2008
(Chyba za dużo pracuję. Hahaha. Nie, ale serio.)
Księżną mam dla Was o tej wspaniałej porze typu trzecia w nocy, a ja w pracy. Arystokratyczne klimaty ostatnio na czasie, ale to za długa opowieść, więc tylko wideło:
Duchess Says – Black Flag
Nazwa zespołu po lewej.
A podobne dźwięki w niedzielę, powróciłam do cudownie amatorskiej audycji w cudownie amatorskim TeamRadiu, będzie elektronicznie czy jakoś tak.
P.S. – Ostatnio więcej krwi w tytułach, publika to lubi.
________________________________________________________
happy birthday to me!
7 październik, 2008
Postanowiłam bez większej żenady urządzić sobie małe przyjęcie urodzinowe na blogasku. Zapraszam, zapraszam, będzie striptizer i w ogóle.
The Birthday Party – Nick The Stripper
Koniec, dziękuję, oklaski. Jestem stara i dobrze mi z tym.
_____________________________
znów móżdżę
2 październik, 2008
Jest jesień, jest więc nostalgicznie. Z cyklu “zespoły, których nie odżałuję” – Brainiac.
Brainiac – Vincent Come On Down
Wrrrr. Z doskonałej płyty “Hissing Prigs in Static Couture”. Pojawiła się w 1996, więc hello, miałam 14 lat i albo czytałam książki, albo spałam. Na szczęście przypłynęła do mnie wartką strugą muzyki kradzionej z soulseeka, gdy mniej czytałam i mniej spałam, za to niestety zespół już nie istniał – smutna historia z wypadkiem samochodowym w tle. Spodobało mi się, że na początku nazwali się We’ll Eat Anything – lista rzeczy, których nie zjem, jest stosunkowo krótka, zabrzmiały więc werble solidarności i podziwu.
Jeśli zastanawiacie się, jak do ich muzyki hipstersko poskakać, mam tu małą podpowiedź – o tu.
P.S. – Do wszystkich, które (którzy?) trafiają tu po wpisaniu dramatycznego wyznania “widział mnie pod prysznicem” – jeźdzcie na kemping do Bułgarii. Jak już w ogóle będzie prysznic, nie zaznacie w nim ani zasłonki. Czekam na “cała wycieczka widziała mnie pod prysznicem”.
______________________________





