Taksówka – unplugged

24 czerwiec, 2008

Pomysł jest taki: londyńska taksówka, jakiś indie zespół na tylnym siedzeniu, jedna piosenka, zero montażu i filmik z tej zaskakującej sesji trafia do nas. Wspólny projekt ludzi od filmów i ludzi od promocji muzyki, więcej szczegółów tutaj.

Taksówkarze to szczęściarze – może oprócz tego, któremu się The Kooks trafili. Pozostali wykonawcy dużo bardziej godni polecenia – od świeżynek po legendy. Ja na BCS trafiłam przez tę panią:

Scout Niblett – Nevada

Niblett jest ode mnie prawie dyszkę starsza, nagrywa więc już dobrych parę lat (pierwszy album – 2001), gra na gitarze, gra na perkusji, gra na czym chce właściwie, zna Albiniego, czasem śpiewa z nią Bonnie “Prince” Billy i nie zapłaciła za taksówkę.

Scout Niblett feat. Bonnie “Prince” Billy – Kiss

________________________________________________________

oficjalna strona | MySpace | Last.fm

Wszystko mam w dupie

23 czerwiec, 2008

Znalazłam kolejny idealny manifest:

Cocoon – I don’t give a shit

Tutaj wersja lokalizowana – oczywisty klasyk.

Cocoon tymczasem to takie francuskie plumkanie po angielsku. Trafiłam na ich majspejsową stronę z profilu najczęściej ostatnio słuchanego The Dø. Cocoon mogliby im buty czyścić, ale w taki letni dzień plumkanie brzi uroczo. Wszystko takie ładne ponagrywali i porcelanowe.

No i ten tytuł. Ten tytuł.

__________________________________________

strona oficjalna | MySpace | Last.fm

Do przerwy 0:1

17 czerwiec, 2008

Robię sobie przerwę w pracy i zapraszam na koncert:

Crystal Antlers – Parting Song For The Torn Sky

Dobrzy są.

Niedawno EPkę wydali i to by było na tyle. Na razie. Ja też uciekam, ale zostawiam Wam coś do kontemplacji.

_______________________________________

MySpace | Last.fm | RCRD LBL (ściągnijcie sobie Until The Sun Dies (part 2))

Polska vs. reszta świata

12 czerwiec, 2008

Nie będę o Rzymie opowiadać, bo mi się smutno zrobi, że znów na tyłku siedzę i szybko nie wyjadę. ZAMIAST postanowiłam pomarzyć o oddzieleniu Śląska od reszty Polski, gdyż Polska najwyraźniej niemrawo walczy z resztą świata*, a mnie się nie chce walczyć. Śląsk wydaje się oczywistym wyborem, przeniosę się tam natychmiast po ogłoszeniu radosnej nowiny. Albo chociaż na Off pojadę, jak zwykle. Nie pamiętam, gdzie przebiega magiczna granica i jak się do niej mają Mysłowice, może mnie śląscy blogerzy uświadomią.

Jeśli jeszcze tego dawno temu nie zrobiliście, jak najszybciej obejrzyjcie polski film wszech czasów.

Wcześniej lub później posłuchajcie ciekawej muzyki prosto ze ślonska.

A zupełnie nie po śląsku niezmiennie zachwyca mnie to:

Jacaszek – Grill w zaczarowanym lesie

I te tam nowości.

Moim zdaniem wygrywamy.

___________________________

Jacaszek: oficjalna strona | MySpace | Last.fm

* – tak, wiem, że Euro. Ale jednak.

Od rana troszkę mi słabo na myśl o jutrzejszej pobudce. Oczywiście cieszę się jak do sera czy innych delicji na myśl o krótkich wakacjach pod innym niebem, ale bez porządnej kołysanki nie zasnę, a jeśli nie zasnę, część wakacji będzie cokolwiek niefajna. Na szczęście jest to:

Mono – The Sky Remains The Same

Czy niebo w Rzymie niczym się od warszawskiego nie różni, opowiem po weekendzie. Tymczasem – Mono. No więc hm, Mono. Szanuję ich za to, jak wymiatają na rozmaitych instrumentach, jak lubią swoich fanów i jak śmieszne mają nazwiska. I jeszcze za kawałek “A Thousand Paper Cranes“, inspirowany historią małej Sadako, której legenda o magicznej mocy tysiąca papierowych żurawi niezupełnie pomogła. Jeśli macie jakieś wyjątkowe marzenia, możecie próbować – instrukcja tutaj. Ja jestem na to trochę zbyt leniwa, ale jeśli ktoś się rozpędzi i złoży dodatkowy tysiąc za mnie, poproszę o wiele-wiele podróży. W stereo.

_________________________________________________________________

oficjalna strona |   MySpace |   Last.fm