Chłopiec z małego miasteczka
28 maj, 2008
Powróciłam z hal i mam do Was zasadnicze pytanie:
Yonderboi – Were You Thinking Of Me?
Szczerze mówiąc, przez takie kawałki jak ten długo się nie mogłam do tego zdolnego Węgra przekonać. Polecał mi go długo i cierpliwie jeden z Ulubionych Kolegów, aż się udało. Najpierw dowiedziałam się, że urodził się w supermałej mieścinie, a ja jestem jednak fanką wszelkiego wypizdowa. Później dowiedziałam się, że miał zaledwie 16 lat, gdy słał już demo do Juice Records. No, a potem to już nagrywał, zdobywał, zachwycał. Zwłaszcza pierwsza płyta cieszy, “Shallow and Profound” z 2000 roku – do posłuchania tu. W kolejnej, “Splendid Isolation” wydanej 3 lata temu, idzie najwyraźniej w zupełnie inną stronę, ale -ale! – jest tam na przykład takie coś:
Yonderboi – Before You Snap
Doskonały tekst to fragment filmu “Czarownice z Eastwick”, oczywiście w wykonaniu Jacka Nicholsona. Jeśli chcecie dołączyć, leci tak:
Well… you clean up the dirt, there’s just more dirt to clean up tomorrow.
Make the beds, they just have to be made tomorrow.
Wash the dishes, more to wash tomorrow.
Make dinner, it gets eaten, doesn’t it?
The world keeps growing, and you feed it. But it doesn’t feed you, does it?
But… how much can you take? How much can you take before you snap?
How much can you take?
How much can you take?
Lying on your bed, looking at the ceiling, waiting for something to happen.
And knowing all the time that you were meant for something better. Feeling it. Wanting it.
But… how much can you take? How much can you take? How much can you take before you snap?
How much can you take before you snap?
How much can you take before you snap?
A to nie ostatni optymistyczny akcent. Ponieważ różne zdarzenia lubią się ścigać i zazębiać, pisząc notkę zajrzałam na stronę radia-matki, gdzie pod zapowiedziami jakiejś strasznej masakry odkryłam opis audycji “Pianokoktajl”, która dziś o 22, a bohaterem…Yonderboi.
______________________________________________________________________
O zaletach wina
21 maj, 2008
Nie lubię, kiedy mi organizm odmawia posłuszeństwa. Wczoraj tak długo myślałam, na który z dwóch koncertów się wybrać, że aż nie wybrałam się nigdzie poza moim ulubionym działem pewnego sklepu, bo akurat tyle miałam energii. Wino było wprawdzie chilijskie, ale całkiem podobny klimat wynalazłam dzisiaj tu:
Tarantella – Mexican Wine
Ooo, jaki smęcik. Ale tak to jest po winku, czyż nie. Poza tym posłuchajcie sobie pozostałych kawałków na MySpace, niezłe są. Pani, którą słychać, Kal Cahoone, dźwiga taki oto sprzęt:
co przypomina mi, że w głębokim dzieciństwie moja własna matka uczyła się podobno gry na akordeonie, taszcząc instrument większy od siebie przez całą wieś. Kiedyś odnalazłam go w domu dziadków i ostro wymiatałam, ale pozwolono mi tylko dlatego, że dziadek i tak był głuchy. W rezultacie nie gram na niczym, tylko słucham, co wszystkim na dobre wychodzi.
Jutro zaś jadę w krainę sksypecków, drżyjcie, górale.
_________________________________________
Pablo Picasso was never called an asshole
13 maj, 2008
Ktoś się postarał:
David Bowie – Pablo Picasso
Piosenka stara jak świat, starsza nawet ode mnie. Jako pierwsi zaśpiewali ją The Modern Lovers, których raczej nie trzeba przedstawiać. Tekst jest absolutnie przeuroczy i leci mniej więcej tak:
Well some people try to pick up girls
And get called assholes
This never happened to Pablo Picasso
He could walk down your street
And girls could not resist his stare and
So Pablo Picasso was never called an asshole
Gdzieś dalej pojawia się motyw nikczemnego wzrostu P.P. (” Well he was only 5′3″), co naturalnie okazuje się mało ważne, bo i tak ” Pablo Picasso never got called an asshole. Not in New York”. To jakiś metr sześćdziesiąt, myślę. Wg imdb.com David Bowie mierzy dokładnie 1.78 m. Mam szczerą nadzieję, że tendencja wzrostowa utrzyma się.
Oryginał teraz:*
The Modern Lovers – Pablo Picasso
Duzi rośnijcie!
P.S. – Jah blipnął i strasznie się jaram, luknijcie.
* klip był bardziej kulerski, ale go YT ukradł
_______________________________________________
Świetne dziewczyny
9 maj, 2008
Obiecałam napisać o świetnych dziewczynach, przede wszystkim z tej doskonałej okazji, że wczoraj poznałam pajęczaki, a dziś poznam tę panią. Taka, rozumiecie, urealniająca faza, jakżeż pozytywna.
Jest jeszcze kilka świetnych dziewczyn do przedstawienia:
Pani Perkusja
Pani Gitara
i Pani Piła
Pewnie kojarzycie taki festiwal Basowiszcza – linkuję do Wiki, bo się im strona oficjalna najwyraźniej wysypała. Raz się wybrałam, dwa lata temu, i w sumie nie do końca wiem, jak było. Tam jest, moi drodzy, wyjątkowo tanie piwo. Jest las, w którym jest również trójkącik i kółeczko w każdym możliwym miejscu. Jest ochrona ochoczo atakująca gazem czy frunącą ławką na przykład mnie. Może się też zdarzyć wyjątkowo dziwne towarzystwo, z którym nic, tylko pić.
Wtem! Na scenie pojawiają się one: Gitara, Perkusja i Piła. Z koleżankami. To brzmiało mniej więcej tak:
Drum Ecstasy – promo
Niestety nie mogę znaleźć idealnego klipu w klimacie bliższym festiwalowemu, więc nie wiem, jak napisać, co się pod sceną działo. To był absolutny szał i apokalipsa oraz taniec do upadłego i jeszcze trochę dłużej. Nigdy wcześniej ni później nie tańczyłam aż tak, co niewiele wam powie, ale może ktoś jednak widział mnie w dowolnej akcji i sobie to teraz maksymalnie zmultiplikuje.
A teraz robią coś raczej takiego:
Drum Ecstasy & Dror Feiler – live in Minsk
Niżej znajdziecie stronę, na której mnóstwo mp-frees. Ja lecę na spotkanie ze świetnymi dziewczynami i świetnymi chłopcami.
__________________________________________________________________________________________
Piosenki pod prysznic
7 maj, 2008
Wieść o moich popisach wokalnych niesie się już nie tylko po całej kamienicy, ale i po blogosferze. Czuję jednak pewien dyskomfort – no bo jednak wiecznie o mnie, a przecież prysznicowe podśpiewywanki to dość popularny sport. Trafiłam na przykład na taką listę, takiego niusa i tekst do piosenki Phoebe:
I’m in the shower and I’m writing a song,
Stop me if you’ve heard it,
My skin is soapy and my hair is wet,
And Tegrin spelled backwards is Nirget.Chorus:
Lather, rinse, repeat,
And lather, rinse, repeat,
And lather, rinse, repeat,
As needed
Krótko mówiąc – się dzieje. Dalej w temacie klasyczny kawałek Jane’s Addiction:
Jane’s Addiction – Standing in The Shower…Thinking
Perła lub, jak napisał nasz ziomek na YouTubie: “super,kurwa dzięki;))”.
Pewnie kiedyś włączę opcję “Wierność w stereo” i stworzę składankę na każdą okazję, w tym prysznic, chwilowo jednak zostaje powyższa perełka i kolejne przypadkowe utwory, które z prysznicem nic wspólnego nie mają. A może ktoś ma własną prysznicową playlistę i chce się podzielić?
Tymczasem skoro o “Wierności w stereo” mowa, przedstawiam Przemysława, który zabrał się jakoś konkretniej do blogowania i najwyraźniej tworzy zestawienia. Przemysław jest moim kolegą ze studiów, więc respekt.
__________________________________________________________________________________



