my way or the highway

9 listopad, 2009

silna potrzeba wyjazdu

Indigo Tree – iamthecar

Ichni koncert 05.12 w warszawskiej Hydrozagadce, a jutro Jessie Evans (o której już było) po sąsiedzku, w Saturatorze czyli. Się wybieram, dołączajcie, zakasujemy inne stołeczne wydarzenia.

_____________________________

MySpace |   Last.fm

words of wisdom

nasza zima zła

14 październik, 2009

Dziś jestem jednym wielkim DLACZEGOOOOO

The Asteroids Galaxy Tour – The Sun Ain’t Shining No More

______________________________________________

MySpace | Last.fm

fu winter

@

jesień

5 październik, 2009

Jesień, jesień. Właśnie dlatego długo mnie nie było – najpierw sfalstartowałam z melancholią jesienną i zajmowałam się gapieniem w sufit, później wyjechałam do kraju, gdzie jesienią jest 30 stopni, a mimo to nadal jestem blada. Teraz wszystko wróciło na swoje miejsce, łącznie z melancholią być może, ale ta objawia się głównie tęsknotą za latami 90-tymi.

Pale Saints – A Thousand Stars Burst Open

Jeden film widzicie w widele, ale przede wszystkim ten kawałek pojawił się – jak wspomina jeden z komentujących – w “Totally F***ed Up” Gregga Arakiego. Gregg Araki! Oraz taki soundtrack! Nie żebym silną fanką queerowych klimatów była, ale: taki soundtrack!

Zanim w moim słowniku pojawił się termin shoegaze, odkryłam, że są piosenki, przy których udaje się szybciej zasnąć. To ważne było wtedy i wyleczyło mnie z romansu z kiepskim metalem. Więc – jeśli męczy was przesilenie wiosenne, odpalajcie płyty Pale Saints i myślcie o dzieciństwie czy coś. Są też inne opcje:

Pale Saints – Kinky Love (Nancy Sinatra cover)

Dodatkowo polecam – Bladzi live + wywiad

_______________________________________________

strona półoficjalna |   4ADMySpaceLast.fm

kinky love

@

ogłoszenia duszpasterskie

3 wrzesień, 2009

To jest telegram 2.0. Po pierwsze, w sobotę N.E.R.D. za zero złotych na placu Defilad, idziemy tam wszyscy, po nich MGMT, but no one ever really dies. Jak się zrobim, będziem tańczyć. Przyznaję, dla mnie zaczęło się przypadkiem, o tak:

N*E*R*D – Provider

Młoda byłam i kiepsko prowadziłam, ale do Francji na tym kawałku m.in. udało się dojechać. W sobotę pod wieloma względami powinno być lepiej.

A dzień później, czyli w niedzielę, fanów wielu kultur zapraszam na Ząbkowską, bo będzie tak. Z organizacją nie mam nic wspólnego, ale na tej właśnie ulicy od niedawna mieszkam, więc jeśli będzie słabo, możecie wpaść do mnie na kawę lub odwiedzić jedną z licznych zajebistych knajp. Sija.

______________________________________

oficjalna strona | MySpace |   Last.fm

nerd-party

@

…i zaczęły odsłuchiwać jakieś techno z telefonów. Wszystkie co do jednego. Niech żyje wrzesień i bliskość podstawówki.

A gdyby zamiast techno tak:

Nurses – Way Up High

Tak się człowiek czuje, gdy z powodzeniem odegra rolę kobiety w ciąży. Poziom absurdu w widele sponsored także by Google Translator, jak słusznie zauważa jeden z komentujących.Nic nie poradzę na swoje suche zawodowe poczucie humoru.

Sam zespół dopiero poznaję. Nie wygląda mi to na potencjalny wieloletni związek, ale romansik możemy przeżyć, a to nawet lepiej. Zresztą obczajcie, jak oni wyglądają:

Nurses – Technicolor (live)

To już z drugiej, bardzo świeżej płyty “Apple’s acre”, której sobie właśnie słucham zamiast pracować. Jeśli znacie i macie jakieś opinie, chętnie porównam, ale najbardziej interesuje mnie odpowiedź na pytanie Jak Skutecznie Rzucić Palenie i Nie Odgryźć Sobie Ręki Już Drugiego Dnia.

_________________________________________

MySpace |   Last.fm

nurses needed

Dla misiaczków:

DJ Cut Killer – Nique la police

Ze znanego i lubianego filmu “La haine” (“Nienawiść“), w którym Cut Killer robi to tak:

Bardzo przyjemne jak na HWDP.

Wrzuta inspirowana najazdem Francuzów na mój skromny saloon oraz wczorajszym mandatem za chlanie na ulicy. Nie boli jakoś szczególnie, ale mocno wkurwia, gdy misiaczki walczą z propagowaniem alkoholizmu na ulicy o wysokim współczynniku ż/m2 ( ż=żul, m2=metr kwadratowy), tychże żuli zostawiając w spokoju*.

Soupir. Oddech. Cut Killer.

* – bardzo lubię moich lokalnych panów żuli, żeby nie było

______________________________________

Last.fmoficjalna strona

FuckThePolice

@

na południu bez zmian

9 sierpień, 2009

krótka relacja z Off Festivalu będzie.

1. na Offie nie było mnie tylko w ub. roku. czyli byłam trzy razy. czyli powinnam się już nauczyć, że od tego ich basenu czy co to jest strasznie piździ, zabrać jakieś spodnie czy inne rajtki. może następnym razem.

2. płacenie bonami było zabawne. podobała mi się ta dwójka przy piwie.

3. na Offie wszystko jest offowe. na przykład umywalki, jakby nieistniejące. to trudne dla kogoś z obsesją mycia rąk.

4. ja mam zazwyczaj niskie oczekiwania, więc nie przeżyłam wielkich rozczarowań. po 22 wszelką ocenę zagłuszała myśl o obkurczaniu się mięśni.

5. dzień drugi, czyli dla mnie pierwszy. czyli piątek. nauczyłam się, że jeżdżenie stopem > jeżdżenie pociągiem, bo nie trzeba truchtać na dworzec stylem Korzeniowskiego, w dodatku bladym świtem typu ósma. Przed pierwszym koncertem (George Dorn Screams) zdążyliśmy z konieczności zwiedzić jeszcze Sosnowiec i Chorzów. Dżordży lubię, więc uznaję, że git, ale ocenę mogła zaburzyć błogość po pierwszym piwie.

Poza tym – ktoś polecił The Thermals, wytrzymałam minutę. Micachu bardzo-bardzo. Health pełna boskość. Między 21 a 22 włączyła się restlessness, więc zaliczyłam kawałek Marissy Nadler (bardzo ładnie, ale mi się znudziło), Lecha Janerki (bez niespodzianek chyba, czyli ok) oraz, o niespodzianko, ogródek piwny. Coś jak fast date.

Kanadyjska modelka z Fucked Up skutecznie podlizała się publiczności, więc feromony latały. Im niżej opadały spodnie wokalisty, tym bardziej kochał swoich fanów. Pierwszy raz tak dobrze się bawiłam, patrząc na grubego owłosionego faceta.

Na Spiritualized zamarzłam, ale dzielnie wytrwaliśmy do końca. Wrażenia w pkt.4

6. dzień trzeci, czyli dla mnie drugi, czyli sobota. Przyjechaliśmy do Mysłowic akurat na otwarcie wystawy Sub Popowych płyt i plakatów w MCK. Mam wrażenie, że ludzi było mniej niż kieliszków sikacza.

Postanowiliśmy zobaczyć wreszcie Muzykę Końca Lata. Świetny soundtrack do obcinania paznokci za drzewem – przepraszam wszystkich, którzy musieli to oglądać. Shake (your) banana zostało hasłem dnia.

Gaba Kulka jest zaskakująco dobra. Chwilami mi się podobało, chwilami mniej, ale głos jak dzwon.

Przerwa gastronomiczna i Crystal Stilts. Do naszej odległej miejscówki na kocu dolatywało tylko jakieś nędzne rzężenie, więc nie mam zdania. Zgodnie z opisem z festiwalowej książeczki, wykraczali poza znane formuły. Joy Division, huehue.

Handsome Furs. Tym razem nie zaspałam i bawiłam się świetnie, chociaż na scenie działo się dużo więcej niż na moim kawałku ubitej ziemi.

W efekcie usłyszałam tylko dwa ostatnie kawałki by Woody Alien. Kto układał program i dlaczego tak głupio. Następna szansa we wrześniu.

Crystal Antlers! Koledzy wyciągnęli mnie pod scenę, w związku z czym apel – chłopczyku w paski, niebrzydki byłeś, ale wisisz mi stopę. Jeszcze zabawniejsza była parka zaciekle atakująca barierkę, możliwe, że był to taniec. Poza tym najadłam się piachu, ale warto było.

Wooden Shjips lubię i złego słowa nie dam powiedzieć. Wtransiłam się. Git.

Jeremy Jay. Klasyczny wtf. Nawet ja tak nie fałszuję.

The National zaliczyłam trochę z rozpędu, bo do ultrasów nie należę. Szybko mi się znudziło, ale w tłumie było cieplej. Gdybym była silną fanką, być może uznałabym, że pięknie. Kolejny hajlajt to panowie we flanelowych koszulach, którym w głowie grał chyba jakiś nu-metal, sądząc po tym słodkim pogo. Ach, i cytat z przedkoncertowej wypowiedzi Stelmacha – “Dzięki, Rojas”. Urgh.

I już. Dzielnie pomknęłam na katowicki dworzec i do rana straszyłam czarnymi stopami. Mam wrażenie, że od trzech lat nie zmieniło się wiele, poza może ilością scen i zespołów. W przyszłym roku jadę z własną umywalką.

I heart

6 sierpień, 2009

matko bosko częstochosko, wiedzieliście? Pewnie, że wiedzieliście. 6 października nowa płyta The Black Heart Procession. Podoba mi się, dzień później mam urodziny.

The Black Heart Procession – Witching Stone

Będzie to^ i to > “Rats” (mp3). Brace yourselves.

______________________________________________

MySpace |   Last.fm |   teraz tutaj

shop guts

@

I like

5 sierpień, 2009

stare drinki starymi drinkami

ale dzisiaj herbatka

Un peu de thé

Przed chwilą znalazłam i nie mogę powiedzieć jak. Szkoda, piękna historia.

______________________________________________

jeszcze Last.fm

mad hatter's tea party

@

małpy sonicznej śmierci

28 lipiec, 2009

Znów oglądam High Fidelity, tym razem w wersji z lektorem oraz innym tytułem, ale przemilczmy (wszystko poza “Co to? – Nowa płyta Belli i Sebastiana”, hrhrhr).

Poza tym jest gorąco, a kiedy jest gorąco, poza wanną najbardziej kocham lodówkę. No i słuchanie nowych rzeczy nagle nie ma sensu, gdyż ponieważ są za mało schłodzone. Krótko mówiąc, wracam do swoich starych drinków, a dla was mam jedyne poza samym filmem wideło, gdzie Jack Black na moment zdejmuje plakietkę mojego antyhiroł.

Pewnie nadal rzadko się tu będę pojawiać, więc jeśli się stęsknicie, wypatrujcie mnie na Offie przy słabo schłodzonych sikach zwanych piwem.A jeśli dodatkowo zastanawiacie się, jak mnie rozpoznać, wyciśnijcie z mojego kolegi, którą gwiazdkę porno przypominam. Z twarzy, z twarzy.

Maceo Parker – “Let’s Get It On” (Marvin Gaye’s cover) —> antyhiroł śpiewa to tak

_______________________________________________________________

top 5

@