wallow in that ash bath
13 Styczeń, 2010
nienawidzę głupich zakazów
lubię Beefhearta
w ogóle kapitanów. taki kapitan Planeta, na przykład. boski był. trochę spedalony harcerzyk, ale jednak. legenda.
Captain Beefheart – Ashtray Heart
Kapitan pojawia się u The Tubes na płycie “Now”, gdzie też znajdziemy nikotynową piosenkę. Tutaj można posłuchać wersji albumowej, tutaj przeczytać tekst, a na koncertach wyglądało to tak:
The Tubes – Smoke (La Vie En Fumer)
A poza tym, w związku z pewnym zbliżającym się koncertem, posłuchajcie tego:
Codeine – Smoking Room
P.S. – tytuł notki stąd.
___________________________________
Captain Beefheart Radar Station; The Tubes
obrazek stąd
nowe idzie
5 Styczeń, 2010
Szalom w nowym wspaniałym roku. Zawojujmy w nim planetę, proponuję. Chętni mogą się również rozmnażać, żeby było więcej tak zajebistych ludzi jak ja czy wy.
Na razie czekam oczywiście na wiosnę bardziej niż na rozmnażanie. Oraz na resztę tego:
Liars – Scissor
download stąd
_____________________________
blue moon
8 Grudzień, 2009
Jest tak: ja pamiętam, że internety czekają na zaskakujące smętnawe klipy, które nijak się mają do spodziewanej masturbacji pod prysznicem. Sorry, guys. Regularne akcje nigdy mi nie wychodziły, a do tego życie chłoszcze, bo mi się po latach zachciało spać po 10 godzin, kolejne dwie spędzać na fejzbuku, a potem płakać, że nijak nie zrobię terminu. Jest jakby ciemna noc, a przede mną jeszcze kilka godzin tłumaczenia, odsypianie w dzień i obowiązki towarzyskie przed koncertem Gogol Bordello. Sami rozumiecie.
W części mniej pamiętnikowej puszczę fanom masturbacji zimny prysznic w postaci Slayera. No prawie.
Califone & Modest Mouse – South of Heaven
Się dziwnie urywa, ale całość możecie odsłuchać na gruwszarku.
Powiem wam jeszcze, że telewizja to zuo. Obejrzałam powtórkę finału Mam talent. Tak. Wygrał koleś z akordeonem, (który to instrument szalenie poważam, o czym już było tutaj i tutaj), ale halo, to nie był jakiś nieoszlifowany diament, skoro ostro koncertuje. Niestety dzielnie wytrzeszczał oczy, że niby własna gra go wzrusza, co kupiło widzów szybciej nawet niż wstrząsająca historia Filipińczyka, który nie może wrócić do kraju. Pomógł im w tym zapewne szemrzący głos Foremniak, dla której wymyślono chyba frazę pierdolić farmazony. Jestem pewna, że pod biurkiem miała taką kulę losującą jej zdania ze słów cudowny, wspaniały, uniesienie, niebo, muszę ci powiedzieć, wieeeesz i bardzo kapitalnie. Wszyscy wiemy, że miejsce w żyri zawdzięcza zerowemu podobieństwu do Susan Boyle. Ogólnie sama rozkosz. Nie obejrzałam natomiast ostatniego odcinka Californication i stąd ten Slayer. Oryginał tutaj.
________________________________________
Obrazek z dupy, ale jaki boski:
my way or the highway
9 Listopad, 2009
silna potrzeba wyjazdu
Indigo Tree – iamthecar
Ichni koncert 05.12 w warszawskiej Hydrozagadce, a jutro Jessie Evans (o której już było) po sąsiedzku, w Saturatorze czyli. Się wybieram, dołączajcie, zakasujemy inne stołeczne wydarzenia.
_____________________________

nasza zima zła
14 Październik, 2009
jesień
5 Październik, 2009
Jesień, jesień. Właśnie dlatego długo mnie nie było – najpierw sfalstartowałam z melancholią jesienną i zajmowałam się gapieniem w sufit, później wyjechałam do kraju, gdzie jesienią jest 30 stopni, a mimo to nadal jestem blada. Teraz wszystko wróciło na swoje miejsce, łącznie z melancholią być może, ale ta objawia się głównie tęsknotą za latami 90-tymi.
Pale Saints – A Thousand Stars Burst Open
Jeden film widzicie w widele, ale przede wszystkim ten kawałek pojawił się – jak wspomina jeden z komentujących – w “Totally F***ed Up” Gregga Arakiego. Gregg Araki! Oraz taki soundtrack! Nie żebym silną fanką queerowych klimatów była, ale: taki soundtrack!
Zanim w moim słowniku pojawił się termin shoegaze, odkryłam, że są piosenki, przy których udaje się szybciej zasnąć. To ważne było wtedy i wyleczyło mnie z romansu z kiepskim metalem. Więc – jeśli męczy was przesilenie wiosenne, odpalajcie płyty Pale Saints i myślcie o dzieciństwie czy coś. Są też inne opcje:
Pale Saints – Kinky Love (Nancy Sinatra cover)
Dodatkowo polecam – Bladzi live + wywiad
_______________________________________________
strona półoficjalna | 4AD | MySpace | Last.fm

ogłoszenia duszpasterskie
3 Wrzesień, 2009
To jest telegram 2.0. Po pierwsze, w sobotę N.E.R.D. za zero złotych na placu Defilad, idziemy tam wszyscy, po nich MGMT, but no one ever really dies. Jak się zrobim, będziem tańczyć. Przyznaję, dla mnie zaczęło się przypadkiem, o tak:
N*E*R*D – Provider
Młoda byłam i kiepsko prowadziłam, ale do Francji na tym kawałku m.in. udało się dojechać. W sobotę pod wieloma względami powinno być lepiej.
A dzień później, czyli w niedzielę, fanów wielu kultur zapraszam na Ząbkowską, bo będzie tak. Z organizacją nie mam nic wspólnego, ale na tej właśnie ulicy od niedawna mieszkam, więc jeśli będzie słabo, możecie wpaść do mnie na kawę lub odwiedzić jedną z licznych zajebistych knajp. Sija.
______________________________________
oficjalna strona | MySpace | Last.fm

Dzieci wesoło wybiegły ze szkoły…
2 Wrzesień, 2009
…i zaczęły odsłuchiwać jakieś techno z telefonów. Wszystkie co do jednego. Niech żyje wrzesień i bliskość podstawówki.
A gdyby zamiast techno tak:
Nurses – Way Up High
Tak się człowiek czuje, gdy z powodzeniem odegra rolę kobiety w ciąży. Poziom absurdu w widele sponsored także by Google Translator, jak słusznie zauważa jeden z komentujących.Nic nie poradzę na swoje suche zawodowe poczucie humoru.
Sam zespół dopiero poznaję. Nie wygląda mi to na potencjalny wieloletni związek, ale romansik możemy przeżyć, a to nawet lepiej. Zresztą obczajcie, jak oni wyglądają:
Nurses – Technicolor (live)
To już z drugiej, bardzo świeżej płyty “Apple’s acre”, której sobie właśnie słucham zamiast pracować. Jeśli znacie i macie jakieś opinie, chętnie porównam, ale najbardziej interesuje mnie odpowiedź na pytanie Jak Skutecznie Rzucić Palenie i Nie Odgryźć Sobie Ręki Już Drugiego Dnia.
_________________________________________

ci wspaniali mężczyźni w tych złowrogich polonezach
20 Sierpień, 2009
Dla misiaczków:
DJ Cut Killer – Nique la police
Ze znanego i lubianego filmu “La haine” (“Nienawiść“), w którym Cut Killer robi to tak:
Bardzo przyjemne jak na HWDP.
Wrzuta inspirowana najazdem Francuzów na mój skromny saloon oraz wczorajszym mandatem za chlanie na ulicy. Nie boli jakoś szczególnie, ale mocno wkurwia, gdy misiaczki walczą z propagowaniem alkoholizmu na ulicy o wysokim współczynniku ż/m2 ( ż=żul, m2=metr kwadratowy), tychże żuli zostawiając w spokoju*.
Soupir. Oddech. Cut Killer.
* – bardzo lubię moich lokalnych panów żuli, żeby nie było
______________________________________

na południu bez zmian
9 Sierpień, 2009
krótka relacja z Off Festivalu będzie.
1. na Offie nie było mnie tylko w ub. roku. czyli byłam trzy razy. czyli powinnam się już nauczyć, że od tego ich basenu czy co to jest strasznie piździ, zabrać jakieś spodnie czy inne rajtki. może następnym razem.
2. płacenie bonami było zabawne. podobała mi się ta dwójka przy piwie.
3. na Offie wszystko jest offowe. na przykład umywalki, jakby nieistniejące. to trudne dla kogoś z obsesją mycia rąk.
4. ja mam zazwyczaj niskie oczekiwania, więc nie przeżyłam wielkich rozczarowań. po 22 wszelką ocenę zagłuszała myśl o obkurczaniu się mięśni.
5. dzień drugi, czyli dla mnie pierwszy. czyli piątek. nauczyłam się, że jeżdżenie stopem > jeżdżenie pociągiem, bo nie trzeba truchtać na dworzec stylem Korzeniowskiego, w dodatku bladym świtem typu ósma. Przed pierwszym koncertem (George Dorn Screams) zdążyliśmy z konieczności zwiedzić jeszcze Sosnowiec i Chorzów. Dżordży lubię, więc uznaję, że git, ale ocenę mogła zaburzyć błogość po pierwszym piwie.
Poza tym – ktoś polecił The Thermals, wytrzymałam minutę. Micachu bardzo-bardzo. Health pełna boskość. Między 21 a 22 włączyła się restlessness, więc zaliczyłam kawałek Marissy Nadler (bardzo ładnie, ale mi się znudziło), Lecha Janerki (bez niespodzianek chyba, czyli ok) oraz, o niespodzianko, ogródek piwny. Coś jak fast date.
Kanadyjska modelka z Fucked Up skutecznie podlizała się publiczności, więc feromony latały. Im niżej opadały spodnie wokalisty, tym bardziej kochał swoich fanów. Pierwszy raz tak dobrze się bawiłam, patrząc na grubego owłosionego faceta.
Na Spiritualized zamarzłam, ale dzielnie wytrwaliśmy do końca. Wrażenia w pkt.4
6. dzień trzeci, czyli dla mnie drugi, czyli sobota. Przyjechaliśmy do Mysłowic akurat na otwarcie wystawy Sub Popowych płyt i plakatów w MCK. Mam wrażenie, że ludzi było mniej niż kieliszków sikacza.
Postanowiliśmy zobaczyć wreszcie Muzykę Końca Lata. Świetny soundtrack do obcinania paznokci za drzewem – przepraszam wszystkich, którzy musieli to oglądać. Shake (your) banana zostało hasłem dnia.
Gaba Kulka jest zaskakująco dobra. Chwilami mi się podobało, chwilami mniej, ale głos jak dzwon.
Przerwa gastronomiczna i Crystal Stilts. Do naszej odległej miejscówki na kocu dolatywało tylko jakieś nędzne rzężenie, więc nie mam zdania. Zgodnie z opisem z festiwalowej książeczki, wykraczali poza znane formuły. Joy Division, huehue.
Handsome Furs. Tym razem nie zaspałam i bawiłam się świetnie, chociaż na scenie działo się dużo więcej niż na moim kawałku ubitej ziemi.
W efekcie usłyszałam tylko dwa ostatnie kawałki by Woody Alien. Kto układał program i dlaczego tak głupio. Następna szansa we wrześniu.
Crystal Antlers! Koledzy wyciągnęli mnie pod scenę, w związku z czym apel – chłopczyku w paski, niebrzydki byłeś, ale wisisz mi stopę. Jeszcze zabawniejsza była parka zaciekle atakująca barierkę, możliwe, że był to taniec. Poza tym najadłam się piachu, ale warto było.
Wooden Shjips lubię i złego słowa nie dam powiedzieć. Wtransiłam się. Git.
Jeremy Jay. Klasyczny wtf. Nawet ja tak nie fałszuję.
The National zaliczyłam trochę z rozpędu, bo do ultrasów nie należę. Szybko mi się znudziło, ale w tłumie było cieplej. Gdybym była silną fanką, być może uznałabym, że pięknie. Kolejny hajlajt to panowie we flanelowych koszulach, którym w głowie grał chyba jakiś nu-metal, sądząc po tym słodkim pogo. Ach, i cytat z przedkoncertowej wypowiedzi Stelmacha – “Dzięki, Rojas”. Urgh.
I już. Dzielnie pomknęłam na katowicki dworzec i do rana straszyłam czarnymi stopami. Mam wrażenie, że od trzech lat nie zmieniło się wiele, poza może ilością scen i zespołów. W przyszłym roku jadę z własną umywalką.




