I need some brain damage
23 czerwiec, 2009
Nie wiem, jak mam wyjaśnić zawieszenie bloga na moim nietrzeźwym wpisie. Głupio wyszło.
W nowym wspaniałym mieszkaniu w samym sercu dzielnicy zepsucia i rozboju obudziło się we mnie zwierzę wodne i długie godziny spędzam we wspominanej wcześniej wannie. Nie wiem, może pod prysznicem lepiej się śpiewało, za to w wannie lepiej się leży.No to leżę i przegapiam koncerty, taka faza.
Z cyklu armatura/RTV/AGD mam po raz pierwszy od wielu lat telewizor, a od wczoraj nawet kablówkę. Nielegalnie, żeby pozostać jednak tru-punk (co każe wspomnieć o nadchodzącej imprezie w warszawskiej Elbie – rowerowa droga krzyżowa! iiiidę). No i wiadomo, wpis jak zwykle okolicznościowy będzie:
Television – Marquee Moon
Ja chyba lubię starocie, zwłaszcza z tych złotych czasów nowojorskiego CBGB (podobno zagrali tam jako pierwsi?). Hicior powyżej jest the ultimate hiciorem Television i w pełnej, solidnej wersji brzmi tak i tak.Stare dziadki z nich tutaj, ale brzmią tak, że się telewizora nie chce uruchamiać, chyba że mi ktoś powie, jak podłączyć do niego laptopa.
_________________________________

zabaweczka
6 czerwiec, 2009
To jest chyba moja guilty pleasure, nie wiem, nie wiem, a w dodatku zupełnie mnie to nie obchodzi, obchodzi mnie w tym momencie tylko jedno, tzn. kiedy zejdzie ten pierdolony kac i będę mogła zestresować się deadlajnem.
A to jedyna piosenka HoneyHoney, jaką w życiu słyszałam:
HoneyHoney – Little Toy Gun
Dzisiaj nie odpowiadam za swoje wybory.
Dobrze, że wczoraj było dużo zabawniej.
EDIT: Łorany, gugla mi się toto jako kandydat na hit radia Eska.
_______________________
oficjalna strona | MySpace | Last.fm

dzień bez papierosa
1 czerwiec, 2009
Do soboty nie miałam pojęcia o jego istnieniu, zresztą zielone świątki też były dla mnie pewna zaskoczką i przez chwilę rozważałam pomysł, że to święto marihuany, co ma wynagrodzić palaczom dzień bez papierosa.
Dnia bez papierosa jednakże nie uczciłam – rzucanie paskudnego nałogu mi się znudziło i wygląda na to, że będziemy w tym roku świętować ze szlugiem swoje cynowe gody.
Muzyki papierosowej jest mnóstwo, na przykład dwa doskonałe mixtejpy blogerów-palaczy:D znajdziecie tutaj i tutaj. Od siebie dorzuciłabym całe Cigarette Smoke Phantom naszych rodaków oraz chętnie “I Save Cigarette Butts” Daniela Johnstona, ale jutjub zawiódł, podsuwając w zamian nieszczególnej urody cover zespołu pod względem urodowym dużo bardziej obiecującego, gdyż Johnny Depp na gitarze (który wypływa również w komentarzach pod mixtejpem nr 2, znamienne).
P – I Save Cigarette Butts (Daniel Johnston cover)
Wpis o P na tym blogu (czajcie opis autora przy okazji) lub identyczny na wikipedii, co może oznaczać tylko dwie rzeczy.
A szlugowej muzyki pojawi się tu prawdopodobnie więcej, zwłaszcza jeśli tych cynowych godów dożyję. Chwilowo jest już dzień dziecka, więc ciao.
_____________________________

z taaamtej strooony Wiiisły
26 maj, 2009
Z okazji przerzucenia się na wannę (kosmicznie długą, mogę w niej usiąść i wyprostować nogi!) nie zmienię nazwy bloga, ale zaśpiewam coś podwodnego i radio-friendly:
Smoke City – Underwater Love
Ze starej reklamy z młodymi syrenkami. Syrenki występują też w zoo.
Cyrk poza tym, drogi pamiętniczku, w mózgu mi się ze zmęczenia przestawia, jeżdżę pod prąd, jeżdżę na czerwonym, byle do weekendu.
Circus Contraption – Drunkard’s Dream
______________________
Smoke City | Circus Contraption

Ya está
21 maj, 2009
Koniec wakacji, powrót do muzyki. Jakoś niewiele jej miałam w Hiszpanii, ale po sukcesie Barcelony ucho ucieszył fiestowy zespół na tyle nędzny, że możemy zacząć sprzedawać bilety na sylwestrowe zabawy z Agatą Młynarską po cenach VIPowskich i będzie to jakoś usprawiedliwione.
Szukam teraz muzycznej poduszki powietrznej między mną a rzeczywistością, w której poza relatywnym bankructwem i obowiązkiem pracowym czai się przeprowadzka i ponowne przekształcanie starego mieszkania w gierkowskie muzeum. Pomocy.
I obejrzałam wreszcie “I’m not there”.
Jim James & Calexico – Goin’ to Acapulco (Bob Dylan cover)
Calexico 7 lipca w Szczecinie, ale kto by ogarniał te wszystkie koncerty.
______________________
no bye, no aloha
3 maj, 2009
Zapewne wspominałam już o tym tu i ówdzie wystarczająco często i moment wreszcie nadszedł – po czterech miesiącach bezruchu znów opuszczam nasz słoneczny kraj. Cisza na blogu na minimum dwa tygodnie*, chyba że w międzyczasie podam numer konta, bo nie mam ubezpieczenia**, a różnie może być.
Podwójne pożegnanie o czymś zupełnie innym, ale tytuł pasuje:
Mugison – Little Trip To Heaven (Tom Waits cover)
I niedościgły wzór:
Tom Waits – Little Trip To Heaven
Google twierdzi, że wersja Mugisona pochodzi z filmu pod tym samym tytułem (tzn. nie pod tytułem wersja Mugisona, tylko A Little Trip…), który nie wiem, może i niegłupi, ale w obsadzie widzę Julię Stiles, więc no way.
No to już, witaj przygodo. Hasta la vista, bejbz.
* – tzn. od wtorku, jutro gonię dedlajny
** – EDIT: a może i mam, nie wiem
_________________________________
Kaczyński, oddawaj moje 8 złotych
1 maj, 2009
czyli rozliczyłam się wczoraj z fiskusem, wysłałam właściwe formularze oraz oddałam US osiem złotych. Jest co świętować. Poza tym nadal mamy słońce, a ja się nie wyspałam, więc:
Sleepy Sun – White Dove
U HungryHungryModels znalazłam kawałek do ściągnięcia, miejmy nadzieję, że to nielegalne. W każdym razie klimat zupełnie inny niż w White Dove albo tym.
Posłuchajcie albumu Embrace i cieszcie się majówką. Niektórzy muszą wtedy pracować lub jechać do Poznania na wieczór panieński.
_______________________________
oficjalna strona | MySpace | Last.fm

@
pobudka
27 kwiecień, 2009
Zegar biologiczny zupełnie mi już sfiksował, dzięki czemu w piątek zaspałam na koncert Handsome Furs (!), a dziś wstałam o 6 rano i cieszę się słońcem oraz dźwiękami z audycji, której nie było. W temacie kolejnej legendy młodości tego lata w Polsce:
Perry Farrell & Deborah Harry – The Patience Bossa
Z takiej płyty dla dzieci. Gary’ego Oldmana można tam posłuchać między innymi.
P.S. Dostałam nagrodę, słuchajcie. Od Kuby ją dostałam, jak widać i czytać we wpisie na mój ulubiony temat. Powinnam ją najwyraźniej posłać dalej, ale że słaba jestem w te klocki, hojnie przyznaję Kreativ Bloggera wszystkim zlinkowanym po prawej.
_____________________________________
leń. linki do Jane’s Addiction macie tutaj

one-love
20 kwiecień, 2009
Już się kiedyś przyznałam, że jak mnie rzadko seriale wciągają, tak jednemu się udało. “Life” rządził moim życiem w okolicach pierwszosezonowych, potem lekko znudził, aż na koniec elegancko dojebał. Gdyby nie tragiczny brak czasu, oglądałabym finałowy odcinek na loopie, zwłaszcza że muzycznie przez cały czas dawał radę – serio, T.A.T.U. w życiu nie brzmiało (brzmiały?) tak dobrze!
Zazwyczaj jednak słychać raczej coś takiego:
Shawn Lee’s Ping Pong Orchestra – Kiss The Sky
Nnnno. Fani takiego jednego zespołu, co przyjeżdża w sierpniu promować swój boski wpływ na cofanie się efektu cieplarnianego mogą ich kojarzyć z wyjątkowo nieudanego koweru “No Surprises”. Ale może tak jak ja macie obsesję na punkcie kolejnych wersji “Toxic”? To voila.
Shawn Lee’s Ping Pong Orchestra – Toxic (Britney Spears cover)
Przy czym inne rzeczy – jak tak sobie luźno klikam po YT – kopią zdecydowanie mocniej, tyle że nie są kowerami Toxic, więc ich tu nie będzie. W dodatku zakładam się sama ze sobą, że gdzieś w okolicy ktoś o panu Lee i jego orkiestrze pisał, a mnie się nie chciało/przegapiłam i teraz mi głupio, bo dopiero ta podła telewizja…
P.S. – Na pewno brakuje wam również wieści z mojego burzliwego no-life’u. Otóż znalazłam mieszkanie, czyli możecie się skupić na szukaniu mi bogatego męża.
_________________________

Recepturka na święta
12 kwiecień, 2009
Olawszy swoją mniej lub bardziej odległą rodzinę, święta (których od dziecka straszliwie nie lubię) spędzam w Warszawie i cóż się okazuje, otóż okazuje się, że to doskonały wybór, bo czas jest nagle z gumy i mogę wszystko, jak śpiewał Maciek jakiśtam. Na przykład głośno cały dzień muzyki słuchać, dorzucając jakże wielkanocny zestaw pralka+odkurzacz. A że z gumy nie tylko czas, ale i rękawice full profeska, niezbędne przy sprzątaniu pod, jakżeżby inaczej, prysznicem, to mam dla was odpowiedni zestaw.
W ramach zabawnego startu:
The Penguin Cafe Orchestra – Telephone And Rubber Band
Klip wiadomo skąd, pasuje.
Black Francis – Tight Black Rubber
Też udane wideło (możecie porównać z wersją oficjalną).
I w podobnie dziwacznej stylistyce:
Teenage Jesus And The Jerks – Burning Rubber
Teraz będę miła i żeby ułatwić załadowanie strony przed pojawieniem się choinek, kolejny klip zlinkuję tak: Aphex Twin & Chris Cunningham – Rubber Johnny (bo już wszyscy wiemy, że Aphex Twin w tym roku w Krakowie, raaajt?). Filmik dla ludzi o mocnych nerwach, co przypomina mi, że niechcący wykasowałam ważnego maila. Jeśli ktoś wie, co będzie w poniedziałek w Jadło w ramach Wiadra Krwi Z Kosmosu, gimme a cynk.
EDIT: w ramach nudzenia się odebrałam na fejsbuku kolejny z doskonałych prezentów (po ćpuńskich wizjach i fri tajm in łorsoł) – “cześć, to ja” oferuje szalone doprawdy opcje, zwłaszcza warszawskim hipsterom. czek ałt “kocham się w houksie”, “byłam na randce z sebastianem trzyiks” i – uwaga, drżyjcie – “lubię dzwonić do znajomych blogoprzyjaciół w sylwestra”. A FB jest dziś modny, bo wypływa w komentarzach do wpisu Przemka o Beatlesach, zagłosujcie w ankiecie, hę? A ja idę jakiś film obejrzeć, zanim napiszę tu powieść. Byłaby o zamkniętych z okazji świąt sklepach.
_____________________________________
majspejsy lub nie: The Penguin Cafe Orchestra | Black Francis | Teenage Jesus And The Jerks | Aphex Twin



